wtorek, 6 października 2009

Dyskusje z Karolem part 1

Jakiś czas temu stwierdziliśmy z moim dobrym kumplem Karolem, który prezentuje zgoła inny światopogląd niż ja (jest wierzącym katolikiem), że nasze jakże stymulujące dyskusje nt Boga i Wiary przeniesiemy z zacisza domowej kanapy do internetu.

Dobrą okazją do rozpoczęcia dyskusji stał się dość kontrowersyjny, także w środowisku ateistów i agnostyków Marsz Ateistów i Agnostyków w Krakowie (więcej nt marszu tutaj). Wpis na blogu Karola odnosił się do mojego poprzedniego posta, pozwolę sobie skoncentrować się na kilku konkretnych kwestiach, które poruszył.

"...autor stara się zasugerować że katolicka część nie szanuje innych poglądów i przekonań religijnych. Nic bardziej błędnego. Podejrzewam że to stwierdzenie podyktowane jest raczej pewnego rodzaju frustracją, że ateiści mają tak mało do powiedzenia w tym kraju..."

Wydaje mi się że u podstaw religii, w tym przypadku katolickiej, leży przede wszystkim dogmat, że religia, którą się wyznaje jest jedyną słuszną wiarą w Boga, jej przykazania są niepodważalne i jest ona akceptowana bezdyskusyjnie (w całości lub częściowo, o czym na pewno napiszę przy okazji następnych wpisów). Takie podejście do kwestii religii nie pozwala traktować innych wyznań czy światopoglądów na równi (często przywoływany jest argument, że to religia i jej przykazania determinuje moralność i że bez niej moralności by nie było w ogóle).

Inną kwestią jest np nauczanie religii w szkołach. Uczniowie mają do wyboru religię katolicką lub etykę, która paradoksalnie również wykładana jest przez księży/katechetów, a więc nawet Ci, kórzy są chętni poznać inne kultury i wyznania, już na starcie skazani są na postrzeganie ich przez pryzmat katolickiego księdza. I tu dyskryminacja faktycznie występuje. Mnie osobiście, po doniesieniu papierka od rodziców, że na religię chodził nie będę, ksiądz groził palcem że wyśle listy do parafii i nie będę miał bieżmowania przez co (w jego mniemaniu) moje dorosłe życie jako żonatego ulegnie całkowitej zagładzie. Innym przypadkiem jest mój przyjaciel, również ateista, który po przyznaniu się do bycia nie-katolikiem, został tak zdominowany i zbojkotowany przez środowisko równieśników, że pod ich presją przyjął bieżmowanie. W 8-mej klasie podstawówki...

Religia powinna pozostać tam gdzie jej miejsce. A więc na parafii. Nie w szkole.

"...Czy ktoś słyszał, aby ateistów traktowano jako obywateli drugiej kategorii tylko dlatego że są ateistami?Jeśli tak to dajcie mi jakiś przykład, bo mi się to nawet o uszy nie obiło. Wydaje mi się że płacz niektórych środowisk ateistycznych, racjonalistycznych itd.. jak to oni są dyskryminowani, jest tym samym biadoleniem jakie słyszymy od skrajnie katolickiej części społeczeństwa...."

W tym miejscu pozwolę sobie rozwinąć spektrum zagadnień nie tylko na ateistów ale i na jakichkolwiek-ludzi-indywidualistów-lub-nie oraz środowiska-kościelne-i-wyznaniowe. W konstytucji mamy zapis o szanowaniu uczuć religijnych. Paradoksalnie jest on często wykorzystywany przez środowiska wyznaniowe do bojkotowania i zamykania niewygodnych dla nich wystaw arystycznych, prelekcji, publikacji itp. I to właśnie, że względu na to że prezentują inny światopogląd i sposób myślenia. Wielokrotnie czytałem o zamykanych wernisażach a nawet całych galeriach, tylko dlatego, że sąd uznał racje jednego zbulwersowanego "katola". Fakt że takie przypadki nie są szerzej nagłaśniane i Karol o nich nie słyszał, tylko potwierdza tezę, że większość woli sprawę przykryć i wyciszyć, niż ryzykować otwartą dyskusję i krytykę Kościoła.

Odwrócę również pytanie:
Czy ktoś słyszał, aby ateistów traktowano jako obywateli drugiej kategorii tylko dlatego że są ateistami? Moje pytanie brzmi kto dał prawo kościołowi katolickiemu do tak daleko idących ulg i praw? Dlaczego kościół nie płaci podatków? Dlaczego co 50 metrów powstaje nowy kościół a nie np jadłodajnia dla bezdomnych albo świetlica dla biednych dzieci z okolicy? Dlaczego w katolickie święto nie mogę zrobić zakupów do lodówki?

Na koniec odwołam się do cytowanego przez Karola fragmentu mojego tekstu:

"...autor wpisu o którym mowa dodaje:
Przede wszystkim trzeba doprowadzić do sytuacji, gdzie będzie można religię zdjąć z piedestału dogmatu, gdzie będzie możliwa o niej dyskusja, wymiana poglądów pomiędzy wierzącym a niewierzącym, tak jak jest ona możliwa pomiędzy konserwatystą a liberałem.
Moim zdaniem i tutaj Kuba jest w błędzie. Dialog i wymiana poglądów zawsze istniała. Przecież nikt nam nie zabrania (tak jak teraz mi) pisać, mówić o tym co myślę i czuję. Wydaje mi się że chodzi tutaj o pewnego rodzaju równowagę, aby ateiści mieli tyle samo do powiedzenia co katolicy. Działajcie więc, zakładajcie stowarzyszenia, niech będzie o was głośno, żebyśmy mieli o czym dyskutować. Problem w tym że jednak was coś mało... jedyne na co was stać to marny marsz MAiA."

Drogi Karolu, zwróć uwagę, że publiczna debata, poza naszym małym blogiem nie istnieje. Politycy deklarują wiarę w Boga, w sejmie wisi katolicki krzyż, a nie ma gwiazdy dawida ani symboli odwołujących się do Koranu, w telewizji publicznej, która chwali się swoją "misją" ksiądz prowadzi ziarno ale nie ma miejsca dla programu, dajmy na to, "poznaj świat i jego wyznania". Nawet rodzimi satyrycy, poza publicznie obrzucanym jajami Rydzykiem, nie ryzykują dowcipów z Jezusem w tle bo u nas po prostu, z bliżej nieokreślonej przyczyny "TAK SIĘ NIE GODZI"... i to mnie w sumie mierzi najbardziej.

poniedziałek, 5 października 2009

Marsz Ateistów i Agnostyków

Znalazłem w sieci informacje nt marszu ateistów, który ma się odbyć 10.X w Krakowie. Pierwsze odruchy pozytywne. Wreszcie ktoś głośno chce powiedzieć, że w Polsce katolicy nie są przytłaczającą większością, że warto zwracać uwagę i szanować również inne poglądy i przekonania religijne, że fakt, że nie zgadzasz się z czyimś światopoglądem nie czyni go gorszym ani mniej znaczącym od Twojego.

Dopisałem się do grupy organizatorów marszu na Facebooku i zacząłem głębiej wchodzić w kwestie, które stały za ideą marszu. Im więcej czytałem tym bardziej rósł mój niepokój. Deklarujący się "Młody Wolnomyślicielami" ludzie, owszem, swoim manifestem umieszczonym na stronie akcji zyskali moje poparcie, bo choć nie w 100% to jednak zgadzam się z większością postulatów MAiA. Jednak czytając wypowiedzi organizatorów, czy na forum akcji, czy na naszej klasie, nie mogłem się pozbyć dziwnego wrażenia ideologicznej schizofrenii.

Z jednej strony pojawia się jasna, ładnie napisana deklaracja:

"Należy zaznaczyć, iż „Młodzi Wolnomyśliciele” nie są organizacją antyreligijną, a jej celem nie jest prowokowanie, ani zwalczanie osób wierzących, ani też „nawracanie” na ateizm czy agnostycyzm. Nasze wystąpienia nigdy nie miały, nie mają i nie będą mieć charakteru antyreligijnego, ponieważ sprzeczne byłoby to z zasadami demokracji i pokojowej koegzystencji stanowiącymi etos członków stowarzyszenia."

Natomiast niedaleko od tej deklaracji w komentarzach pojawia się post organizatorów akcji następującej treści:

"NKWD, czyli Narodowo Katoliccy Wariaci Debile, nie? Albo ZChN, czyli Związek Chorych z Nienawiści^^"

Pomijam fakt, że aministrator facebookowego forum występuje pod ksywą Moher Slayer i że w galerii akcji zamiast zdjęć np Richarda Dawkinsa można znaleźć jedynie fotografie radzieckich żołnierzy z 2 wojny światowej i wesołe komentarze typu ten cytowany powyżej.

W moich oczach takie zachowanie totalnie dyskredytuje organizatorów marszu, którzy poza zgrabnie spisanym manifestem prezentują raczej poglądy i mentalność lewacko-anarchistyczną, sami ładując się w stereotypy od których, jak piszą, chcą uciec i pokazać ludziom że ateista to też człowiek. Za hasłem powinna stać odpowiednia postawa i przekonania, chęć dialogu i otwarty umysł. Tymczasem zamiast tego mam przed oczami brak jakichkolwiek podstaw do dyskusji merytorycznej i obrzucanie inwektywami środowiska kościelnego.

Czy tak chcą zyskać zwolenników swojej idei? Czy w ten sposób chcą przekonać nie-ateistów, że można nas traktować normalnie i że wbrew obiegowej opinii nie jesteśmy prymitywami bez kszty moralności? Kamienie i butelki to nie jest rozwiązanie, zwłaszcza w tak delikatnych kwestiach jak religia i oparty o nią światopogląd. Przede wszystkim trzeba doprowadzić do sytuacji, gdzie będzie można religię zdjąć z piedestału dogmatu, gdzie będzie możliwa o niej dyskusja, wymiana poglądów pomiędzy wierzącym a niewierzącym, tak jak jest ona możliwa pomiędzy konserwatystą a liberałem.

Dlatego po przemyśleniu sprawy nie podpiszę się pod tą akcją. Wolę obserwować z boku, czy ta idea faktycznie przyczyni się do powstania nowego, silnego, niezależnego środowiska ateistów i agnostyków, czy okaże się tylko próbą zaistnienia i niczym więcej...